Obława augustowska - rozmowa z bratem

W czerwcu 2013 r. minęła 68 Rocznica Obławy Augustowskiej.Rozmawia: Zdzisław Rynkiewicz (1931) z Zygmuntem Rynkiewiczem (1925)

Zdzisław: Czy pamiętasz zdarzenie z roku 1945? Łapankę, w której ty i nasz brat Eugeniusz, zostaliście aresztowani przez sowieckich żołnierzy (NKWD). Mieszkaliśmy wówczas w Karolinie, na Suwalszczyźnie .

 

Zygmunt: W lutym 1940 r. jako 15-letni chłopak, zostałem wywieziony na pięć lat do Reichu (dziś Nowa Wieś Ełcka). Na przymusowe roboty. Nasza siostra Krystyna (1930) w czasie okupacji pracowała przymusowo u niemieckiego osadnika w Suwałkach.  Nasz ojciec Zygmunt (1904) oraz brat Eugeniusz (1928), w końcowej fazie wojny kopali ziemne fortyfikacje obronne wzdłuż jeziora Wigry.

Po pięciu latach niewolniczej pracy, zostałem zwolniony w lutym 1945. W drodze powrotnej (pieszo) zatrzymałem się u dziadków w Przerośli. Do domu dotarłem w kwietniu 1945 r. W tym czasie, w Karolinie i okolicy było pełno sowieckich żołnierzy. Część pomieszczeń Organistówki, w której mieszkaliśmy, została zarekwirowana na kwaterę sztabu wojskowego. W naszej stodole „biwakowało” kilkunastu szeregowych żołnierzy sowieckich. Prawdopodobnie ten sztab i ci żołnierze oczekiwali na realizację akcji, dziś nazywanej „Obławą Augustowską”.

Zdzisław: Czyli po niespełna dwóch miesiącach od twojego powrotu do domu, zostałeś aresztowany jako „bandyta”. Po wojnie, PRL - rządzona przez PZPR – przehandlowała z władzami powojennego Reichu wasze ewentualne odszkodowania za niewolniczą pracę, na nigdy nieujawnione „profity”, a temat Obławy Augustowskiej  był ściśle strzeżoną tajemnicą istniejących stosunków polsko-sowieckich. Nawet po roku 1989 r. władze III RP. nie były zainteresowane badaniem sprawy Obławy Augustowskiej. Dopiero powołanie do życia Instytutu Pamięci Narodowej rozpoczęło proces ujawniania zbrodni komunistycznych.

Zygmunt: Łapanka młodych chłopców w Karolinie miała miejsce (chyba) 16 czerwca 1945 r. To było letnie, pogodne południe. Z niewielkimi workami na plecach, zawierającymi żyto, szliśmy z bratem Gienkiem do gospodarstwa Moraczewskich, oddalonego od naszej Organistówki około 1 kilometra drogi. Tam mieliśmy ziarno żyta przerobić na mąkę do pieczenia chleba, przy pomocy ręcznego urządzenia zwanego żarnami. Zwykle robiliśmy to raz na dwa tygodnie, po wyczerpaniu zapasów mąki. Zanim dotarliśmy do celu, zostaliśmy zatrzymani przez dwóch uzbrojonych, sowieckich żołnierzy. Działo się to na skraju wsi Karolin, niespełna 200 m. od Moraczewskich. Przed gospodarstwem państwa Syperowiczów. Żołnierze zapytali nas o nazwiska. Odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą. Jeden z bojowców poszedł do mieszkania Syperowiczów i po chwili wrócił z plikiem kartek papieru. Przez dłuższą chwilę „studiowali” jakieś wykazy. Widać było niezadowolenie. Prawdopodobnie nie było nas w ich wykazach. Na wszelki wypadek zgarnęli nas do wnętrza mieszkania. Tam zastaliśmy około piętnastu młodych mężczyzn, naszych rówieśników i naszych sąsiadów. Siedzieli w milczeniu na ławach ustawionych pod ścianami obszernego alkierza. Pilnowali nas uzbrojeni w karabiny i pepesze czerwonoamiejcy. W zamkniętym pomieszczeniu przesiedzieliśmy kilka godzin.

Zdzisław: Skąd twoim zdaniem kilkugodzinna zwłoka dowódcy patrolu sowieckiego przed dalszymi decyzjami ?...

Zygmunt:  Prawdopodobnie sołdatom nie udało się schwytać wszystkich mężczyzn wyszczególnionych na listach. Stąd zapewne ich decyzja zatrzymania nas, aby bilans ilościowy zatrzymanych był zgodny z wykazem.

Późnym popołudniem wyprowadzili wszystkich zatrzymanych przed budynek, na podwórko.  Szybko otoczyli nas uzbrojeni w broń palną sołdaty. Cała grupa ruszyła przed siebie. Minęliśmy kościół w Karolinie, w którym nasz ojciec był organistą. Minęliśmy naszą Organistówkę. Po wkroczeniu w gęsto zalesiony teren, każdy z nas myślał o tym najgorszym. O rozstrzelaniu. Kiedy (jeszcze żywi) wyszliśmy na otwartą przestrzeń odetchnęliśmy z ulgą. Szybko zorientowaliśmy się, że idziemy w kierunku oddalonego o 9 km. Krasnopola, dawnej siedziby władz gminy.

Do Krasnopola przybyliśmy o zmierzchu. Zatrzymaliśmy się obok dawnej, publicznej łaźni. Zauważyliśmy, że z wnętrza tego obiekty co kilkanaście minut wyprowadzano (pojedyńczo), w asyście uzbrojonego żołdaka, młodych mężczyzn. Po dalszych kilkunastu minutach, ci mężczyźni wracali pod eskortą do łaźni lub na plac obok niej.  Jak się później okazało, ci mężczyźni, którzy wracali do łaźni byli przeznaczeni do dalszej deportacji. Po upływie około godziny, przyszedł czas na przesłuchanie naszej – około 15 osobowej grupy, która przybyła z Karolina. Ja i mój brat śp. Eugeniusz byliśmy wśród nich. Przesłuchania odbywały się w budynku dawnego Urzędu Gminy?, oddalonym ok. 50 m. od łaźni. Wewnątrz „biura śledczego”, za stołem ustawionym przy oknie, przez które wpadały resztki dziennego światła, siedział oficer NKWD. W kącie, obok kaflowego pieca, siedział na taborecie cywil z charakterystycznymi czarnymi wąsami. Oprócz danych personalnych osób przesłuchiwanych, dwuosobową ekipę śledczą interesowały głównie informacje o „leśnych bandytach”: ich nazwiska, pseudonimy oraz miejsca lokalizacji. Z uwagi na moją niespełna dwumiesięczną obecność w Karolinie, moja wiedza na tematy ich interesujące była zerowa. Podobnie mało przydatna okazała się wiedza naszego 17-letniego brata Gienka.

Po opuszczeniu sali przesłuchań, skierowano mnie i naszego brata Eugeniusza do grupy obok łaźni. Znaleźliśmy się – choć o tym nie wiedzieliśmy – w grupie osób przeznaczonych do uwolnienia. Po północy cali i żywi wróciliśmy do domu.

Zdzisław: Po tej, Augustowskiej Obławie, zapanował cichy strach. Nikt nie miał odwagi podejmować dyskusji na jej temat.  Taki stan trwał do ujawnienia pierwszych „przecieków”  z Instytutu Pamięci Narodowej. Do wyjaśnienia pozostała sprawa najważniejsza: miejsce pochówku młodych mieszkańców Karolina i okolic. O tym, że tych ludzi nie ma już wśród żywych nikt nie wątpi.

Zdzisław Rynkiewicz

Moje Allegro

 

 

Free Joomla! template by Age Themes