Katastrofa smoleńska

Błędne naprowadzenie rządowego samolotu TU 154M przez wieżę kontroli lotów w Smoleńsku, na ścieżkę zagłady czyli grzęzawisko obok lotniska, oraz brak reakcji urządzeń pokładowych samolotu po komendzie: - Odchodzimy - mogły być decydującymi momentami końcowej fazy lotu, w tej straszliwej katastrofie. Wielu Polaków podejrzewa, iż nie był to zwykły wypadek lotniczy bo, ani premier Polski - Donald Tusk ani Rosji Władimir Putin nie potrafili rozwiać tej hipotezy. Wręcz przeciwnie, robili wszystko aby już nigdy katastrofy smoleńskiej nie można było wyjaśnić.

 

Bo jak można stawiać diagnozy, bez dokładnych oględzin wraku samolotu oraz miejsca katastrofy tuż po wypadku, przez niezależnych ekspertów? Zamiast badania szczątków samolotu i miejsca zdarzenia, władze Rosji - przy biernej postawie rządu polskiego - niezwłocznie przystąpiły do niszczenia dowodów rzeczowych, ćwiartując przy pomocy pił tarczowych i stalowych przecinaków wraku samolotu. A miejsce katastrofy - po wycince drzew – szybko zniwelowały ciężkie spychacze.

Tylko te dwa fakty upoważniają niedowiarków do stawiania hipotez o celowym, wrogim działaniu człowieka.

O udziale prezydenta RP – Lecha Kaczyńskiego w obchodach 70-tej Rocznicy Mordu Katyńskiego w dniu 10.04.2010 r. wiedziały władze Polski i Rosji od jesieni 2009 r. Zarówno otoczenie premiera Donalda Tuska jak i Władimira Putina, robiły wszystko aby do tej wizyty nie doszło. Publiczne karcenie prezydenta RP słowami: - „Po co on tam (do Katynia) się pcha. Bez zaproszenia...” było obecne we wszystkich sympatyzujących z rządami Polski i Rosji mediach. Stąd wizytę premiera Donalda Tuska w dniu 7.04.2010 określano jako oficjalną wizytę państwową.

Jeśli katastrofa smoleńska była zamachem stanu, to jego organizatorzy musieli wcześniej przygotować negatywny wizerunek Głównego Pasażera tego lotu. Aby Polacy poczuli „ulgę” po ewentualnej utracie swego prezydenta. Wprzęgnięto w ten proceder czołowych przedstawicieli polskiego rządu i polskiego parlamentu. Haniebne ich wypowiedzi: -„Dorżniemy watahę...” „będziemy strzelać do kaczek...” „wypatroszymy kaczki i sprzedamy Unii Europejskie...” logicznie wpisywały się w ten scenariusz. A wypowiedź byłego marszałka Sejmu – Bronisława Komorowskiego: - „Może prezydent gdzieś poleci i wszystko się wyjaśni...” z pewnością mogły wyzwalać złe emocje wobec urzędującego prezydenta, w pozbawionym rzetelnej informacji polskim społeczeństwie. Pozwalano też sobie na obraźliwe epitety z pogranicza rynsztoka, przy biernej postawie organów ścigania. Czy wreszcie słowa Min. Spraw Zagranicznych – Radosława Sikorskiego, kandydata na kandydata do godności prezydenta RP z ramienia PO, skandowane na wiecu pra-wyborczym w Olsztynie, w marcu 2010: - „Były prezydent - Lech Kaczyński... były prezydent - Lech Kaczyński... były prezydent...” wykrzykiwane na wiecu o żyjącym jeszcze prezydencie w czasie przeszłym, nie miały znaczenia sugerującego? Nawet „Mędrzec Europy” – były prezydent RP. Lech Wałęsa, aktywnie włączył się tę kampanię oszczerstw.

W założeniu przeciwników prezydenta Lecha Kaczyńskiego, o katastrofie pod Smoleńskiem Polacy mieli zapomnieć szybko, nie wnikając w jej przyczyny. Polska i świat przyjęłyby jedynie słuszny raport MAK, a wrak samolotu rządowego TU-154M zostałby przetopiony na przysłowiowe żyletki. Stało się inaczej. Polacy nie zapomnieli i chyba nigdy nie zapomną tamtej, narodowej tragedii, mimo wyraźnego powrotu sfer rządzących i mediów do retoryki sprzed katastrofy.

Postscriptum:

Bezpośrednio po katastrofie smoleńskiej (10.04.2010), przedstawiciele rządu premiera Donalda Tuska, byli zobowiązani do złożenia wyjaśnień (w charakterze świadków) przyczyn tej straszliwej katastrofy. Ale tego nie uczynili. Mogą być dwa powody dziwnego zachowania premiera RP: asekuracyjna niechęć do zajmowania się  przyczynami katastrofy rządowego samolotu, lub ludzki lęk przed odpowiedzialnością polityczną za popełnione błędy podczas przygotowań do tragicznego lotu TU-154M. Dzięki służbom specjalnym, podległym bezpośrednio premierowi Tuskowi, jego wiedza na temat przygotowań, przebiegu lotu oraz upadku samolotu jest ogromna. Mimo to, premier wciąż uchyla się przed złożeniem zeznań pod przysięgą.

Dziś znamy też inne przyczyny zachowań przedstawicieli władz RP. Cenzurowanie zapisów stacji kontroli lotów w Smoleńsku, było konieczne do wygrania wyborów prezydenckich przez kandydata Platformy Obywatelskiej. Wśród wyborców miała dominować fałszywa opinia o wymuszonym przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego lądowaniu samolotu, po telefonicznej interwencji jego brata Jarosława – konkurenta do prezydentury Bronisława Komorowskiego. Dziewięć miesięcy ukrywano przed polskim społeczeństwem fakt przekazania polskim pilotom - przez stację kontroli lotów w Smoleńsku - fałszywych informacji dotyczących parametrów lotu.
Inne pytania dotyczące uchylania się premiera Donalda Tuska od zeznań pod przysięgą pozostają wciąż aktualne.
Wasz "politykier"

Moje Allegro

 

 

Free Joomla! template by Age Themes